Wiem, że minęło mnóstwo czasu. NAPRAWDĘ mnóstwo czasu, bo prawie 3 lata.
W 3 lata może zmienić się wiele, właściwie może zmienić się wszystko. Patrząc na swoje życie, wiem, że dosłownie wszystko.
Mimo to, z cichą nadzieją, mam pytanie. Czy jest jeszcze ktoś tutaj? Ktoś kto chciałby poznać tę historię do końca?
Tak jakoś mnie naszła myśl, że właściwie jestem gotowa to skończyć. Trochę dla siebie, ale trochę też potrzebuję motywacji.
poniedziałek, 28 stycznia 2019
piątek, 11 marca 2016
Siedem
Lena zamruczała cicho czując przyjemny
dotyk ciepłych męskich dłoni na swoim karku. Zamknęła oczy i oddała się w
zupełności odprężającemu uczuciu, jakie towarzyszyło jej przy każdym muśnięciu
jej ciała przez mężczyznę.
- Jakie to przyjemne! – z krainy
przyjemności przywołał ją kobiecy głos Otworzyła oczy i spojrzała na leżącą na
łóżku do masażu obok Marisę, którą w tym czasie masowała inna pracownica
hotelowego spa. Tego ranka dziewczyny zdecydowały wybrać się na masaż
wykorzystując czas, kiedy skoczkowie są na treningu. Brunetka pomyślała, że
może to być idealnym sposobem, żeby przestać myśleć o Michaelu i o tym, co
wydarzyło się dwa dni wcześniej. Ostatnie 48 godzin spędziła na bieganiu z kąta
w kąt, żeby tylko nie natknąć się na blondyna. Rano udawała przed Gregorem, że
nie ma siły wstać i błagała go o przyniesienie jej jedzenia z hotelowej jadalni
do pokoju. Na obiady wyciągała Schlierenzauera na miasto, kolacji nie jadała.
Gdy skoczkowie mieli trening barykadowała się w pokoju i udawała, że jej nie
ma, na wypadek, gdyby Hayboeck wpadł na pomysł przyjścia do niej lub wyciągała
Marisę na spacer, najlepiej sto kilometrów za hotelem. W czasie wolnym od
treningów tak długo męczyła Gregora, aż ten zgodził się gdzieś z nią wyjść. W
efekcie była głodna i zmęczona.
- Lena? – z zamyślenia ponownie
przywołała ją blondynka. Lena ponownie otworzyła oczy, które nie wie, kiedy
zamknęła. Marisa wpatrywała się w nią lustrującym wzrokiem, który przyprawił ją
o ciarki. Uniosła do góry brwi zaciekawiona. – Mogę o coś zapytać?
- No pewnie. – zgodziła się i
chciała pokiwać głową, jednak uniemożliwiły jej to dłonie masażysty, które
akurat znalazły się na jej karku. Blondynka chwile się wahała, czy powinna
zadawać to pytanie, jednak ostatecznie wzięła głęboki oddech i wyrzuciła z
siebie to, co ciekawiło ją przez ostatnie dwa dni.
- Co się wydarzyło między Tobą a
Michaelem przedwczoraj?
- Cooo? – Lena zapiszczała
zdziwiona i od razu się spięła, co nie umknęło masażyście, który natychmiast
zaczął rozluźniać napinające się mięśnie. – O czym ty mówisz? – zapytała już
spokojniej odpuszczając pod wpływem kojącego dotyku mężczyzny.
- Widziałam ze Stefanem, jak wieczorem
wbiegłaś do hotelu, a zaraz za tobą Michi.- wyjaśniła Marisa nie odrywając
wzroku od swojej towarzyszki i mając nadzieję, że zdradzi ją jakaś jej reakcja.
- Pewnie jakiś zbieg okoliczności.
Biegłam, bo umówiłam się z Gregorem i byłam spóźniona.- skłamała spokojnie.
Blondynka postanowiło już nie drążyć tematu nie będąc do końca pewną, czy powinna
wierzyć koleżance. Lena natomiast poczuła nagły przypływ ogromnej sympatii do
pracownika hotelowego spa, dzięki któremu rozluźniła się na tyle, iż kłamstwo
przyszło jej taką łatwością. Nie czuła się z tym najlepiej i odczuwała ogromną
potrzebę porozmawiania z kimś na ten temat, jednak Marisa, mimo iż była świetną
osobą, nie wydawała jej się odpowiednia na tego typu wyznania. Tak samo, jak
nieodpowiedni byli wszyscy, którzy przyjechali na zgrupowanie na Cyprze.
***
Michael leżał na łóżku i
podrzucając swoim zegarkiem w górę wpatrywał się bezmyślnie w sufit. Od
pocałunku z Leną minęły dwa dni. Dwa dni, podczas których dziewczyna skutecznie
go ignorowała. Dwa dni, podczas których, mając dużo wolnego czasu, bił się z
myślami. Dwa dni, podczas których wszystko w jego głowie zmieniało się, jak w
rollercoasterze.
- Stary, zaraz rozwalisz ten
zegarek. – odezwał się nagle Fettner, który do tej pory zajęty był zabawą swoim
telefonem. Zaskoczony Michael spojrzał na swojego współlokatora zapominając kompletnie
o podrzuconym przed chwilą rolexie, którego dostał za zwycięstwo w jednym z
konkursów Pucharu Świata w Engelbergu. Złoty zegarek odbił się od sufitu i
szybko spadł w dół uderzając ostrym końcem zapięcia w policzek blondyna.
- Kurwa! – krzyknął łapiąc się za
obolałe miejsce i podnosząc się z łóżka. Sytuacja ta spowodowała dziki rechot
Manuela, który jednak szybko ucichł, gdy zobaczył, jak spod palców blondyna
powoli sączy się krew.
- Biegnę po Lenę. – powiedział
brunet i wybiegł z pokoju zanim Hayboeck zdążył zaprzeczyć. Gdy przez następne
5 minut jego współlokator nie wracał blondyn podniósł się i dociskając mocniej
rękę do policzka przeszedł powoli do łazienki. Stanął przed lustrem i powoli
zabrał dłoń powodując, że spływająca ciurkiem krew zalała idealnie białą umywalkę.
- Nie no, to jakieś jaja.- jęknął
na ten widok i znów złapał się za obolałe miejsce. Przeklął pod nosem i
zrezygnowany opadł róg wanny. Po kilku kolejnych minutach usłyszał huk drzwi i
zamieszanie w pokoju. Chwilę później w łazience znalazł się Manuel, z Leną,
która miała na sobie biały hotelowy szlafrok i Gregore, który odziany był
jedynie w spodenki.
- Jeszcze tego mi tutaj brakowało.
– szepnął do siebie poszkodowany na widok Schlierenzauera. Widząc, jak oboje są
ubrani poczuł nagły przypływ złości.
- Majaczy! – prawie wykrzyknął
spanikowany Fettner, który pomyślał, że jego kolega zaczął mówić sam do siebie.
Lena bez słowa przykucnęła naprzeciwko Michiego i usiłując nie patrzeć mu w
oczy złapała go za nadgarstek ręki, którą uciskał policzek. Po wpływem jej
dotyku blondyn lekko poluźnił dłoń i pozwolił dziewczynie odsłonić swoją ranę.
W ciągu sekundy i tak czerwona już twarz Hayboecka ponownie zalała się krwią.
- O cholera. – wyrzuciła z siebie
szybko Lena i tym razem to ona przycisnęła swoją dłoń do policzka blondyna
tamując krwotok. – Trzeba będzie szyć. – stwierdziła powodując ciche piśnięcie
Manuela.
- Zrobisz to teraz? – zapytał
Gregor krzywiąc się na widok czerwonej twarzy swojego kolegi z kadry. Lena
rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Czyś ty zwariował? Myślicie, że
ja tutaj szpital polowy prowadzę? Musi jechać na pogotowie.
***
Kilkanaście minut później Lena, tym
razem już ubrana, jechała z Michalem taksówką na najbliższe pogotowie.
Postanowili, że Gregor i Manuel pójdą na trening i będę ich ewentualnie kryć
przed Heinzem, który nie powinien się o niczym dowiedzieć, dopóki Michaelem nie
zajmie się lekarz.
- Jak na tak dobrego skoczka jesteś
wyjątkową sierotą. – powiedziała do niego w końcu śmiejąc się pod nosem.
Michael, który do tej pory odwrócony był twarzą w stronę okna, spojrzał na nią
powodując tym razem głośny wybuch śmiechu dziewczyny. W celu zatamowania
krwawienia bez konieczności używania dłoni Lena została zmuszona do wymyślenia
tymczasowego opatrunku. Po raz kolejny w ciągu tego wyjazdu rozerwała t-shirt
chłopaka i owinęła mi wokół głowy pozostawiając jedynie otwór na oczy. Dzięki
temu krew nie leciała, jednak Hayboeck wyglądem przypominał bardziej Taliba z
Afganistanu, niż skoczka z Austrii. Wygląd chłopaka na tyle rozbawił Gregora i
Manuela, że zrobili mu serię zdjęć zapowiadając rychłe ich opublikowanie na Instagramie.
- To moja druga zniszczona
koszulka. – powiedział niezrozumiale, na co brunetka znów zaczęła się śmiać.
- No cóż. Musisz przestać sobie
robić krzywdę. – odpowiedziała rozbawiona. Chłopak tylko pokręcił głową
zrezygnowany uśmiechając się mimowolnie, co dzięki koszulce na jego twarzy,
zostało niezauważone przez dziewczynę.
- Przepraszam, jeśli wam w czymś
przeszkodziłem. – rzucił nagle przypominając sobie to, jak wyglądała ze
Schlierenzauerem, kiedy do niego przyszli.
- Przeproś Marisę. Manuel dosłownie
wyrwał mnie ze spa, zostawił ją tam samą i nakrzyczał, że ma nikomu nic nie
mówić. Biedna Marisa. - blondyn zamilkł na te słowa. Nagle poczuł dziwne
uczucie ulgi. Początkowo wydało mu się to całkowicie niezrozumiałe, a po chwili
przerażające. Myśl, że między Leną a Gregorem nie działo się nic rano uspokoiła
go, a spokój ten go przestraszył.
- To co się wydarzyło…- postanowił
wyjaśnić sytuację sprzed dwóch dni, jednak dziewczyna szybko uniosła w górę
dłoń dając mu znak, żeby ucichł.
- Nic się nie wydarzyło. –
powiedziała tylko, czym zamknęła temat. Michael bez słowa zgodził się nie kontynuować
tej rozmowy, jednak wciąż myślał o tym wieczorze. Każde wspomnienie tego pocałunku
przypominało mu o Gregorze i o dziwnej relacji, która według niego, łączyła go
z Leną. Niby byli parą a wciąż było to jakieś podejrzane.
***
- CZY TY CHCESZ SIĘ ZABIĆ? ALBO
ZABIĆ MNIE? ALBO SPRAWIĆ, ŻEBY LUDZIE MNIE ZABILI? – krzyczał Heinz machając
rękami, jak szalony na wszystkie strony i zwracając na siebie uwagę wszystkich
gości hotelowych zgromadzonych w jadalni. Odkąd Michael pojawił się na obiedzie
ze szwami na twarzy trener stracił panowanie nad sobą. Przez kolejne 10 minut
krzyczał na blondyna i dawał mu wykład na temat jego nieodpowiedzialności i
braku lojalności nie tylko wobec samego Kuttina, ale również całego teamu i
wszystkich kibiców.
- Może czas lecieć do domu, skoro
robisz sobie krzywdę nawet leżąc w łóżku!! – kontynuował mężczyzna. Cała kadra
siedząca obok konsumowała spokojnie posiłek śmiejąc się pod nosem, zarówno z
wyglądu przyjaciela, jak i reakcji trenera. W końcu po interwencji jednego z
kelnerów Heinz zrezygnowany opadł na krzesło i napił się wody. Lena, która
siedziała obok Gregora i obserwowała całą sytuację, stwierdziła, że właściwie
jest jej żal Michaela. Nie miał szczęścia na tym zgrupowaniu. Nagle złapała się
na tym, że jej wzrok utkwił na blondynie i od kilku minut nie spuszczała z
niego oczu. Zauważył to również on i nie pozostał jej dłużny. Szybko odwróciła
się w stronę Gregora i spontanicznie złapała go za dłoń, która akurat sięgał w
stronę szklanki. Zaskoczony szatyn uśmiechnął się do niej i pozostał w tym
uścisku. Brunetka powiedziała do niego pierwszą lepszą rzecz, jaka przyszła jej
do głowy i zaczęła z nim rozmowę, starając się nie odwracać w stronę Michiego,
którego wzrok wciąż czuła na sobie. Ignorując słowa wypowiadane przez
Schlierenzauera myślała o tym, że pomysł z ignorowaniem i uciekaniem przed
Hayboeckiem był najlepszym rozwiązaniem i postanowiła, że będzie go kontynuować
przez najbliższe 5 dni, które pozostały do powrotu do Austrii.
- Wszystko ok? – zapytał nagle
Gregor na widok nieobecnego wzroku brunetki.
- Tak. – pokiwała szybko głową
wracając świadomością do szatyna. – Myślę, co moglibyśmy jeszcze robić na
Cyprze.
- Też o tym myślałem. – ucieszył się,
że pierwsza o tym wspomniała. – Stwierdziłem, że powinniśmy więcej czasu
spędzać w grupie. Z chłopakami.
- Ale… - chciała zaprotestować,
jednak chłopak jej przerwał.
- Lena, wiesz przecież o co mi
chodzi.
- Tak, wiem. – przyznała zrezygnowana.
– Masz rację. Spędzimy z nimi więcej czasu.
***
- Michi –
zaczęła Marisa, gdy wychodzili ze stołówki, jako ostatni - odczep się od niej.
- Ale o co ci
chodzi? – zdziwił się chłopak, który zaczynał mieć już dość dzisiejszego dnia.
Jak nie zegarek spadający mu na twarz, jak nie krzyczący Heinz, jak nie
śmiejący się z niego przez cały obiad
Manuel, to jeszcze dziewczyna jego najlepszego przyjaciela.
- Ja cię proszę.
Przyczepiłeś się Leny. Widać to gołym okiem. Nie wiem, co jest na rzeczy, ale daj
jej spokój, to dziewczyna twojego kumpla z drużyny. – rzuciła mu spojrzenie mówiące,
że ma nawet nie próbować się jej sprzeciwiać.
- Marisa, co ty
sobie uroiłaś? Przecież ja nic od niej nie chcę. –zaprzeczył i ruszył przed
siebie chcąc zakończyć ten temat.
- Michi, kogo
ty chcesz oszukać? Przecież to widać. To jest dziewczyna Gregora, daj im
spokój. – tym razem Marisa warknęła na niego groźnie. Brzmiała bardziej, jakby
chciała nastraszyć swoją rywalkę o serce Stefana, niż przemówić do rozsądku
swojemu koledze.
- Coś mi śmierdzi
w tym ich związku. – chłopak nie wytrzymał i wyrzucił to z siebie.
- Oszaleję z
tobą! Tobie cały czas coś śmierdzi odkąd Claudia cię zostawiła. – imię jego
byłej dziewczyny odbiło się w jego głowie, niczym echo. Przez kilka sekund nie
dochodziło do niego zupełnie nic, oprócz słowa „Claudia”. Od dawna nie słyszał
o swojej byłej dziewczynie, bowiem wszyscy znajomi zamilkli na jej temat, odkąd
rzuciła chłopaka i przestała się odzywać do każdego, kto miał z nim coś
wspólnego.
- Słucham? –
wykrztusił w końcu z siebie.
- Wybacz, ale
to prawda. Odkąd Claudia cię zostawiła zachowujesz się, jakbyś zwariował.
Wszędzie węszysz jakiś spisek. Jakbyś szukał co najmniej odpowiedzi na to,
dlaczego ona odeszła.
**************************************************************
Ok, wiem! Jestem zła i niedobra.
Już nawet nie przepraszam, ale dziękuję, że mimo to ktoś z Was jeszcze ze mną został <3!
Trudno się czasami pisze, jak się ma już napisane zakończenie.
PS. Jeśli jest tutaj ktoś kto czyta, ale nie komentuje to byłabym bardzo wdzięczna, gdyby kliknął "tak" pod rozdziałem. To dla mnie bardzo ważne :)
PS. Jeśli jest tutaj ktoś kto czyta, ale nie komentuje to byłabym bardzo wdzięczna, gdyby kliknął "tak" pod rozdziałem. To dla mnie bardzo ważne :)
sobota, 5 marca 2016
Informacja
Omamo! Nawet nie wiem, jak to się stało, że tyle czasu minęło od ostatniego rozdziału :(.
Miałam ogromny projekt w pracy, później koniec semestru i sesja, później coś, później coś i jakoś tak zeszło...
Rozdział miał być dzisiaj, jednak jestem cały czas w trakcie pisania i powoli już padam (5h snu na dwie doby to jednak za mało).
Będę walczyć, ale jeśli nie dodam dziś to zrobię to jutro! OBIECUJĘ!
środa, 6 stycznia 2016
Sześć
Tor gokartowy był pusty. Mogła mieć na
to wpływ trwająca właśnie pora obiadowa a może pogoda, która bardziej zachęcała
do leżenia na plaży, niż pocenia się w ciasnym kasku. Jeden z pracowników toru
leżał leniwie na leżaku ustawionym w cieniu i przeglądał jakieś czasopismo motoryzacyjne.
Marisa, która całą drogę ględziła o tym, jak będzie super i jak bardzo lubi
rywalizację, wybiegła, jako pierwsza z samochodu zostawiając za sobą lekko
przerażonych Gregora i Lenę. Stefan, który wysiadł zaraz za swoją dziewczyną
poklepał pozostałą dwójkę litościwie po plecach i ruszył w tym samym kierunku,
co blondynka. Mężczyzna, który odpoczywał na leżaku nie wydawał się zbyt
zadowolony z faktu, że ktoś przeszkodził mu w nic nie robieniu. Leniwie wstał i
łamanym angielskim wyjaśnił im, co i jak.
- Chcecie się ścigać, czy przejechać
dla zabawy? – zapytał w końcu, kiedy podawał im kaski.
- Przeje…. – zaczęła cicho Lena, jednak
przerwał jej donośny głos Marisy.
- ŚCIGAĆ! – brunetka spojrzała na
podnieconą koleżankę i głośno przełknęła ślinę.
- Ustalcie sobie i mnie zawołajcie. –
Cypryjczyk machnął ręką i odszedł od grupy. Podniecona Marisa odwróciła się do
swoich towarzyszy i rozejrzała się dookoła.
- To może ja i Stefan kontra wy? –
zapytała uśmiechając się do Schlierenzauera. Szatyn zastanowił się chwilę i w
ostateczności pokiwał głową.
- Zgoda.
- Łiii. – zapiszczała Marisa i pobiegła
zawołać z powrotem pracownika toru. Lena rzuciła chłopakowi mordercze
spojrzenie i zbliżyła swoją twarz do niego tak, aby stojący niedaleko Stefan
nic nie słyszał.
- Zwariowałeś? – warknęła. – Nie chcę
być rozjechana przez tę psychopatkę!
- Przecież się lubicie. – zaśmiał się
Gregor rozbawiony reakcją brunetki.
- Słyszałeś co mówił Stefan? – zapytała
z wyrzutem wskazując głową na Krafta, który z ciekawością przyglądał się
jednemu z gokartów.
- Słyszałem. – przyznał. – Ale ona
cieszy się, jak dziecko. Jest nieszkodliwa. – próbował przekonać Lenę. Ta tylko
pokręciła głową i westchnęła zrezygnowana.
- Mam zamiar to przegrać. – przyznała i
dodała po chwili – Chociaż musisz wiedzieć, że jestem całkiem niezłym kierowcą
i podłożenie się będzie dla mnie ciężkie. – Gregor nic na to nie powiedział
tylko wybuchł głośnym śmiechem niedowierzając w umiejętności motoryzacyjne
swojej partnerki.
- EJ! – krzyknęła nagle oburzona. –
Chciałam ci tylko przypomnieć, że jestem Niemką. Rodaczką Michaela Schumachera.
Mówi ci coś powiedzenie, niemiecka precyzja?
- Dobra, dobra. – zakończył temat
Gregor.
- Koniec zabawy! – przerwała im nagle
rozmowę Marisa poważnym tonem. Oboje obrócili się w jej kierunku. Blondynka nie
była tą samą dziewczyną, co przed chwilą. Jej wzrok wręcz wyrażał chęć mordu. –
O co się ścigamy?
- A musimy o coś? – zapytał Gregor,
którego ton głosu nie był już tak rozbawiony, jak przed chwilą. Wydawał się być
lekko przestraszony.
- Bez nagrody nie ma zabawy! – oburzyła
się Marisa. Pomiędzy całą czwórką zaczęła się debata na temat ewentualnej
nagrody. Ostatecznie stanęło na tym, że przegrana para funduje wygranej
wszystko, czego zapragną w ciągu dzisiejszego dnia. Po krótkim losowaniu
okazało się, że pierwszą parą będzie Lena ze Stefanem. Niecierpliwy pracownik
toru pomógł im się przygotować i po chwili dał sygnał startu.
- Ja ci dam, dobra, dobra. – szepnęła
do siebie Lena wciskając pedał gazu. Jej gokart wystrzelił do przodu i szybko
znalazła się przed Stefanem. W głowie miała tylko myśl, że musi udowodnić
Schlierenzauerowi, że jest dobrym kierowcą. Nie zauważyła nawet, kiedy
zakończyła trzecie okrążenie i znalazła się na mecie. 10 sekund przed Kraftem.
- Zwariowałaś? – szepnął do niej
karcąco Gregor, kiedy wysiadła z gokarta. – Miałaś przegrać! Zobacz! – wskazał
ręką na Marisę, która kilka metrów od nich wymachiwała nerwowo rękami krzycząc
coś niezrozumiałego do Stefana.
- O nieee. – przeraziła się dziewczyna.
Aby udowodnić coś Gregorowi całkowicie zapomniała o Marisie. – Myślisz, że
skazałam Stefana na śmierć? – zapytała przestraszona patrząc ze smutkiem na
bruneta, który stał, jak na skazaniu. Szatyn tylko wzruszył ramionami i poszedł
przygotować się na swoją kolej.
***
Lena i Stefan stali oczekując na zakończenie
wyścigu pomiędzy Marisą a Gregorem. Cały czas jechali w miarę równo, jednak
powoli zbliżali się do mety. Brunetka z przerażeniem stwierdziła, że pierwszy
raz trzyma kciuki za to, żeby ktoś z jej drużyny przegrał. Schlierenzauer przez
chwilę znalazł się przed Marisą powodując tym samym u Leny mały zawał serca.
Nagle, dosłownie 10 metrów przed metą chłopak zatrzymał się i dał się wyminąć
swojej przeciwniczce. Ten dziwny ruch nie uszedł uwadze pracownika toru, który
krzyknął coś w swoim języku.
***
Marisa ze Stefan spojrzeli na swoich
przeciwników i nie odwracając od nich wzroku przybili sobie piątkę. Zrobili to
w tak synchronizowany sposób, że Lena zaczęła zastanawiać się, czy kiedykolwiek
w życiu zgra się w związku z kimś tak, jak ci oboje.
- Jesteśmy mistrzami. – stwierdziła w
końcu blondynka i wzięła głęboki oddech napawając się zwycięstwem. Stefan tylko
pokiwał głową na potwierdzenie i wyszczerzył się głupio do przegranych.
- Ale o co chodzi? – zapytał głupkowato
Gregor, nieco zdziwiony reakcją pary. Dziwiło go, że Marisy nawet nie
zastanowiło, dlaczego się zatrzymał przed samą metą.
- Nieeeee! – krzyknęła nagle Lena, do
której doszło, co przed chwilą się stało. – Wrobiliście nas?!
- Jak wrobili? – Schlierenzauer nadal
nie rozumiał, co się dzieje. Wtedy też wytłumaczyli mu, że wszystko było
zaplanowane od początku. Straszący ich i przerażony Stefan, zdenerwowana i
podekscytowana Marisa to część przedstawienia, które zapewniło parze wygraną.
- Robimy to za każdym razem. –
powiedziała Marisa. – I wiecie co? Zawsze działa.
- Ej, to niesprawiedliwe. Pokonalibyśmy
was! – oburzył się Gregor, który pluł sobie w brodę, że dał się w to wrobić.
- Wiemy. – przyznała ucieszona
blondynka. – To co? Może zaczniecie od kupienia nam obiadu? - Schlierenzauer
warknął coś pod nosem i ostatecznie kazał się wszystkim zebrać do samochodu.
Poirytowany zaproponował Stefanowi wybranie miejsca, do którego mają pojechać.
Brunet pomyślał chwilę i wymienił jakąś dziwną cypryjską nazwę.
- Ostrzegam, jestem bardzo głodny! –
dodał na koniec Stefan masując się po brzuchu.
- Zamknij się. – burknął na niego Gregor.
***
Wieczór na Cyprze był tego dnia
wyjątkowo chłodny. Nagła zmiana pogody, która przez ostatnie kilka dni zmuszała
do smarowania się kremem z filtrem co godzinę, tym razem zachęciła do ubrania
bluzy z długim rękawem. Lena spojrzała na swoją walizkę i zrozumiała, że
powinna przestać sobie wmawiać, że w końcu się rozpakuje. Na tym etapie wyjazdu
przestało mieć to sens. Schyliła się, przerzuciła swoje rzeczy i wyciągnęła
szarą bluzę z długim rękawem. Ubrała ją i przyjrzała się sobie w lustrze.
Upewniła się, że widoczny na bluzie napis „Uniwersytet Medyczny Innsbruck”
jeszcze się nie sprał. Po chwili jej uśmiech na twarzy zniknął ustępując miejsca
ledwie widocznemu smutkowi. Szybko odwróciła wzrok od swojego odbicia i wyszła
z pokoju w celu udania się na krótki spacer, który miał zająć jej czas do
momentu aż Gregor nie wróci z wieczornego biegania. Podeszła do windy, wcisnęła
przycisk nawołujący i cierpliwie czekała aż wyświetlacz widoczny nad drzwiami
wskaże numer piętra, na którym się aktualnie znajdowała. Gdy usłyszała
charakterystyczny dźwięk sygnalizujący, że drzwi windy się otwierają zrobiła
krok do przodu. Wcisnęła kolejny przycisk, tym razem kierujący ją na parter a
następnie dwie skierowane do siebie strzałki, które miały przyspieszyć
zamykanie się drzwi. Nagle pomiędzy zamykającymi się drzwiami pojawiła się
czyjaś stopa. Czujnik w drzwiach nie zadziałał i metalowe wrota uderzyły kogoś
w nogę.
- Auuuuu! – do Leny dotarł głośny krzyk
nieznajomej osoby. Szybko rzuciła się na guzik, na którym znajdywały się
zwrócone w przeciwnych kierunkach strzałki i wcisnęła go powodując tym samym
otwarcie się drzwi. Jej oczom ukazał się nikt inny, jak Michael.
- Któż by inny. – powiedziała cicho do
siebie wywracając oczami. Blondyn, który nie usłyszał jej słów wszedł do środka
z wyraźnym grymasem na twarzy.
- Dzięki. Możliwe, że uratowałaś mi
stopę. – powiedział. – Znowu.
- Taki już mój los. – wzruszyła ramionami
obserwując, jak cyfry oznaczające numery pięter zmieniają się powoli. – Powiedz
mi, czy ty mnie śledzisz? – zapytała go nagle.
- Nie pochlebiaj sobie. – odpowiedział
rozbawiony. Po chwili wybuchł śmiechem zauważając oburzenie na jej twarzy. –
Czysty przypadek! – wyjaśnił i uniósł w górę ręce aby zasygnalizować swoją
niewinność. Lena pokiwała głową i nie odezwała się ani słowem. Ostatnie trzy
piętra zjechali w ciszy a kiedy dotarli na parter dziewczyna szybko opuściła
windę i skierowała się w stronę drzwi wejściowych od hotelu. Blondyn lekko
kulejąc podążył za nią.
- Lena! – krzyknął nagle dochodząc do
wniosku, że w tym tempie jej nie dogoni. Brunetka odwróciła się powoli i
rzuciła mu pytające spojrzenie. – Idziesz na spacer?
- Tak. – odrzekła krótko licząc na to,
że nie zachęci go to do dotrzymywania jej towarzystwa.
- Mogę pójść z tobą? – zapytał
niestrudzony rozwiewając jej nadzieje. Lena pokiwała zrezygnowaną głową i
zwolniła tempo umożliwiając Michaelowi kroczenie równo z nią. - Wiem, że cię
męczę, ale nudzi mi się – przyznał nagle. – Chłopaki trenują, Stefan jest z Marisą.
Nie mam co robić przez tę kostkę.
Lenie zrobiło się nawet trochę szkoda
chłopaka. Przyjechał z kadrą aby trochę odpocząć i potrenować a skończył ze
skręconą kostką i bez towarzystwa. Rozmawiając o głupotach powolnym krokiem
ruszyli w stronę deptaka, tym razem unikając skrótów, które były winne kontuzji
Hayboecka. Lekki, chłodny wiatr, który wiał od morza był miłą odmianą po tych
kilku upalnych dniach, które tu spędzili. Po kilku minutach spokojnego spaceru
zdecydowali się wejść na plażę. Mimo zmiany pogody piasek był przyjemnie
ciepły, co zachęciło ich do chwili odpoczynku i kontynuowania rozmowy. Kiedy
Michael opowiadał o swojej fascynacji samolotami, do Leny dotarło, że to ich pierwsza
spokojna i miła rozmowa, jaką odbyli odkąd się poznali. Tym razem nie było
między nimi żadnych uszczypliwości i ironii.
Po kilkunastu minutach Hayboeck wybuchł
głośnym śmiechem, który echem rozniósł się po prawie pustej plaży. Przez chwilę
próbował się uciszyć, jednak nie udawało mu się to zbytnio.
- Naprawdę daliście się im wrobić? –
zapytał, kiedy udało mu się wydobyć z siebie jakikolwiek wyartykułowany dźwięk.
Opowieść Leny o tym, jak przegrali z Gregorem na gokartach bardzo go ucieszyła.
- Bardzo zabawne, naprawdę. –
ironizowała Lena. – Nie słyszałeś Stefana. Wyglądał, jakby się jej naprawdę
bał.
- Oj, widziałem. – na twarzy Michiego
pojawił się lekki uśmiech. – Kiedyś próbowali tej sztuczki na mnie i mojej
byłej dziewczynie, ale przez przypadek się wydali. Wtedy dopiero zaczynali.
- Teraz są piekielnie w tym dobrzy. –
przyznała brunetka i spojrzała na swojego towarzysza. Oboje jeszcze przez
chwilę śmiali się z dzisiejszej sytuacji, lecz po chwili uśmiech zniknął z ich
twarzy. Nastała krępująca cisza, która zawsze wkrada się w najmniej
spodziewanym momencie. Nagle blondyn zbliżył się do Leny na niebezpieczną
odległość. Spojrzał jej w oczy i przez dłuższą chwilę pozostawał w tej pozycji.
Dziewczyna poczuła lekki dreszcz i kiedy chciała przerwać ten niezręczny dla
niej moment Michael dotknął jej ust swoimi. Odruchowo złapała go za ramionami w
celu odepchnięcia od siebie chłopaka. Zamiast tego zacisnęła na nich swoje
dłonie i przyciągnęła do siebie kontynuując pocałunek. Trwało to jeszcze
chwilę, jednak Lena szybko oprzytomniała, rozluźniła dłonie i odciągnęła od
siebie Michaela.
- Przepraszam. – rzuciła podnosząc się
i otrzepując się z piasku. – Muszę wracać. – dodała i oddaliła się nie dając
dojść chłopakowi do słowa. Gdy znalazła się kilka metrów od niego przyspieszyła
kroki i po chwili zaczęła biec nie patrząc przed siebie. Po przekroczeniu
hotelowych drzwi wpadła na jakiegoś mężczyznę. Przeprosiła go i skierowała się
do windy.
- Lena! – usłyszała nagle kobiecy głos.
Całą scenę z boku obserwowała Marisa, która właśnie ze Stefanem przeglądała coś
na laptopie siedząc w holu głównym, gdzie był najlepszy zasięg wifi. Brunetka
odwróciła się, powiedziała, że się spieszy i wbiegła do windy.
- A tej co? – zdziwił się Stefan
odrywając wzrok od ekranu komputera. Blondynka pokręciła zaskoczona głową i
szturchnęła swojego chłopaka, gdyż jej oczom ukazał się Michael niezdarnie
wbiegający do hotelu. Blondyn rozejrzał się dookoła wyraźnie czegoś szukając.
Nie zauważył swoich przyjaciół i lekko kulejąc doszedł do windy.
- Dziwne. – skomentowała Marisa.
***
Weszła do pokoju z lekko zaczerwionymi
oczami. Czuła się okropnie. Gregor wrócił z treningu i brał właśnie prysznic.
Podziękowała Bogu, że ma chwilę na ogarnięcie się i spojrzała w lustro.
Poprawiła szybko makijaż i usiadła na krześle chowając twarz w dłoniach.
Siedziałaby tak długo, gdyby nie głos szatyna, który wyrwał ją z zamyślenia.
- Coś się stało?
- Nie. – pokręciła głową i podniosła
się z krzesła zbliżając się do Schlierenzauera. – Po prostu mnie przytul. – chłopak
spojrzał na nią lekko zdziwiony, jednak widząc jej wyraz z twarzy bez słowa
protestu objął ją mocno.
*************************************************************
Halo, halo.
PRZEPRASZAM WAS BARDZO!
I za czas po jakim dodaję nowy rozdział i za jego jakość. Jest tak bardzo okropny, że chciałam skasować go całego, ale stwierdziłam, że albo to, albo kompletnie nic.
Mój słomiany zapał do robienia pewnych rzeczy się włączył i już chciałam porzucić pisanie, ale obiecałam sobie, że chociaż jakoś tę historię skończę (najwyżej szybciej, niż zamierzałam).
Mam też okropne zaległości na Waszych blogach, głównie w komentowaniu. Większość staram się czytać na bieżąco, ale nic nie piszę. Mam nadzieję to nadrobić, jednak wiedzcie, że tam jestem i czekam na nowości.
Mam nadzieję, że ktoś tutaj jeszcze ze mną został :). Buziaki :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)